-To Hinata! - krzyknąłem nagle nie mogłem opanować już swojego zdenerwowania. Nie czekając na nikogo, ruszyłem jako pierwszy do miejsca, gdzie wskazał Neji. Na miejscu już nikogo nie było.
-''To tak jakby Hinata się nie opierała'' – powiedziałem do siebie. Stanąłem jak wryty skupiając się.
-''Ona jest zahipnotyzowana'' –usłyszałem głos Kyuubiego. Już stałem przed jego klatką.
-Co masz na myśli, Lisie? -powiedziałem stanowczo. Lis popatrzył na mnie swymi krwistoczerwonymi oczami. Otworzył swoją paszczę mówiąc ochryple:
-Normalnie ta dziewczyna, by nie wzięła tabletek i próbowała się zabić – przerwał na chwile, a ja uważnie słuchałem – Gdybyś wtedy przypatrzył się oczom Hyuugi zauważyłbyś, że nie były jej naturalnego koloru.
-Mówisz, że widać było nawet w szpitalu... to dlatego zatkało mnie w sercu – zacząłem wracać myślami do szpitalnej sali. Nagle coś mnie oświeciło – czekaj, ta kobieta..
-Było to klon, po przemianie –przerwał mi Kyuubi. Po tych słowach już byłem w lesie. Neji, Sakura i Sai dobiegli do mnie. Żaden z nich nie potrafił nic do mnie powiedzieć, łzy zbierały mi się do oczu. Dopiero sobie przypomniałem coś co kiedyś mówiła mi Hinata, gdy przybiegła mi pomoc walczyć z Painem. Przez te hipnozę wyszły jej najbardziej nieszczęśliwe myśli. Padłem na kolana dalej powstrzymując łzy. ''Chłopaki nie płaczą'' powtarzałem sobie, aby choć trochę powstrzymać nadmiar emocji. Ledwo wróciłem po ponad 4 latach, a już to się dzieje. Uderzyłem się mocno w oba policzki. Wstałem odwracając się do zdziwionej trójki. Nie pokazując emocji wytłumaczyłem im, że na chwilę straciłem orientację przez rozmowę z Kyuubim. Nie wiem czy mi uwierzyli, nawet pamiętając, że ujarzmiłem Lisa, tak aby nie być zależny od jego złowieszczej czakry. Neji starał się odnaleźć jakiś chodź najmniejszy ślad. Niestety dochodząc do Mio-Gakure, małej wioski oddalonej od Konohy bardzo daleko, ślad urwał się. Wszyscy zaczęliśmy wypytywać się ludzi o dziewczynę o białych oczach. Tylko jedna osoba widziała taką osobę. Był to bardzo stary człowiek ciężko było dowiedzieć się od niego czegoś.
-Proszę pana niech pan sobie dokładnie przemyśli, w którą stronę się udali? Czy mówili? -próbowała na spokojnie pytać się Sakura.
-Panienko moja, widzieć ich widziałem, ale zachować się nie potrafili – rzekł. Nie wytrzymałem podszedłem do staruszka łapiąc go za ramiona.
-Dziadku powiedz gdzie poszli?! - te słowa wypowiedziałem bardzo głośno. Staruszek popatrzył się na mnie lekko przerażonym wzrokiem.
-Dzisiaj już nie uda wam się złapać ich. Poszli do starych zakazanych ruin, z których nie można już wyjść – jękną przerażony, gdy mówił o jakiś ruinach. Puściłem dziadka gdy zobaczyłem, że jeszcze go szarpie.
-Co przez to mamy rozumieć? - odezwałsię Neji, który wcześniej milczał. Staruszek zaczął opowiadać.
-Sto lat temu...
Hinata: Kilka godzin wcześniej.
Moje ciało poruszało się same. Przede mną biegło dwóch mężczyzn, obydwoje mieli ciemne kombinezony oraz zamaskowane twarze. Nagle wszyscy stanęliśmy, nawet me ciało. Ciągle miałam w myślach co mówiłam do Naruto. Słowa głęboko ukryte w mym sercu, których nigdy bym nie potrafiła wypowiedzieć. Dopiero teraz zauważyłam tylko kolory ich włosów i postury. Jeden z nich był ciut wyższy, a włosy były bardzo ciemne nawet czarne. Drugi z nich był niższy, a kosmyki jego włosów były wręcz białe.
-Jesteśmy prawie na miejscu Daichi – powiedział mężczyzna o czarnych włosach.
Przede mną ukazała się wioska. Na wielkiej plakiecie po mojej lewej stronie, napisane było ''Mio-Gakure Wita!''. Mężczyzna o imieniu Daichi szarpną mnie pociągając za sobą. Doszliśmy do jakiegoś domku. Na werandzie siedział staruszek lekko się kiwając. Wyższy chłopak zdjął maskę zakrywającą połowę jego twarzy. Ukazała mi się nieskazitelnie młoda i poważna twarz.
-Shin tylko uważaj – odezwał się Daichi, który stał obok mnie. Chłopak kiwną znacząco głową i podszedł do starszego pana, szarpną go przyciągając do siebie.
--Gdzie są stare zakazane ruiny z labiryntem? - powiedział, a wręcz warknął zdenerwowanym głosem.
Przestraszyłam się tego chłopaka. Senior zaczął jęczeć, ale Shin nie kończył i aby dowiedzieć się wyciągnął z znikąd katanę. Przyłożył dość blisko twarzy staruszka.
-Na końcu wioski..... w lesie.... ale tam ... - jękną biedny starzec.
Po tych słowach Shin puścił starszego człowieka i ruchem ręki wskazał, aby iść za nim. Znowu zostałam szarpnięta tym razem w taki sposób że zabolało mnie ramię, jednak nie odezwałam się. Ruszyliśmy naprawdę szybkim krokiem, ja w dalszym ciągu byłam trzymana za ramię jakbym dała radę sama uciec. Bolały mnie wszystkie części ciała. Dlaczego poddałam się tej technice? Czy zraniłam uczucia Naruto ? Nie powinnam tak myśleć on i tak do mnie nic nie czuje... znowu poczułam popchnięcie, które obudziło mnie z zamyślenia. Staliśmy już przed murami były potężne. Co centymetr widniały najróżniejsze płasko rzeźby. Nie miałam możliwości rozejrzenia się bo ponownie zostałam pociągnięta jak jakiś przedmiot. Mój strach nasilał się.
-Wchodź Hinata-san – odezwał się do mnie Shin.
Me nogi ruszyły same i już szłam obok wysokiego czarnowłosego. Dopiero w tej chwili zauważyłam że jednak jego włosy nie są do końca czarne, lecz mają odcień niekiedy ciemnego brązu. Miał poważną minę. Poniekąd wydawało mi się, że wyglądał trochę jak Naruto lub kogoś kogo kiedyś znałam. Nagle poczułam na plecach rękę Shina. Serce zaczęło mi walić jak oszalałe. Bałam się, a zarazem zawstydziłam się, tylko, dlaczego? Weszliśmy do ruin było ciemno, dopiero gdy Daichi używając elementu ognia zapalił podstarzałe pochodnie stanęliśmy, a Shin zabierając rękę z mojego ramienia wyciągną zwój, przy czym przygryzając kciuk, układając bardzo szybko rękoma w znaki. Ze zwoju wypadły kawałki drewna na opał.
-Tu zostajemy – rzekł zwracając się do mnie.
Ponownie ułożył ręce w znak szepcząc ''Kai''. Nareszcie mogłam poruszać się samodzielnie niestety moja radość nie trwała długo straciłam czucie w nogach przez co o mały włos nie upadłam, na szczęście w ostatniej chwili złapała mnie mocna ręka czarnowłosego, nie brunatnowłosego Shin'a.
-Po tej technice wszystkim drętwieją nogi. Usiądź - pomógł mi podejść do odstającego kamienia. Oparłam się , a Shin przyniósł leżące trochę dalej opał. Daichi podszedł do nas skończywszy podpalanie pochodni. Obydwoje zgodnie ułożyli opał, po czym białowłosy podpalił ogniem.
-Dlaczego?... - wyrwało mi się. Shin i Daichi popatrzyli się na mnie siadając po turecku.
-Co masz na myśli Hinata-san? - zapytał Shin, o dziwo dopiero teraz zauważyłam że mówi do mnie po imieniu.
-Dlaczego mnie zahipnotyzowaliście? - zapytałam. Shin zwrócił wzrok na Daichiego, a ten wstał bez słowa i oddalił się znikając w korytarzach zakazanych ruin.
-Nie pamiętasz mnie Hinata-san? - zapytał Shin. Wpatrywałam się w niego, nie wiedziałam co powiedzieć kompletnie nie znałam go więc, dlaczego? Pokiwałam głową na znak przeczenia, lecz Shin tylko westchnął.
-Nie pamiętasz mnie z dzieciństwa? - spróbował ponownie – Obiecaliśmy sobie coś zanim nie wyniosłem się z Konohy...
Dopiero teraz przypomniała sobie kim jest. Był to mój najlepszy przyjaciel z dzieciństwa z klanu, który najlepiej tworzyli katany jak i nimi się posługiwali. Shin był wschodzącym mistrzem w tej dziedzinie. Aby takim się stać musiał wynieść się z wioski, po to by nad to nauczyć się elementu wody, błyskawicy i powietrza. Gdyby o tym nie wspomniał nigdy bym go nie poznała. Zmienił się strasznie i wyprzystojniał. Ale co sobie obiecaliśmy?
-Nie pamiętam co sobie obiecaliśmy...- przyznałam się – ale dlaczego mi to zrobiłeś!? - krzyknęłam, ale Shin nie przeją się tym.
-To przez tego twego ojca, gdy wróciłem do Wioski z Daichim od razu gdzie poszedłem... to do ciebie! - nagłośnił swój głos – Wiesz o czym rozmawiał twój ojciec? Jesteś pierwsza na liście, aby mieć zapieczętowane w ciele różne tajniki twego klanu lecz jest jedno ale... po zapieczętowaniu zginiesz, właściwie twe całe ciało! - na koniec krzykną, aby mnie bardziej usatysfakcjonować. Wiedziałam że mój ojciec jest surowy i wymaga, ale aby do tego stopnia?
-A wiesz co mi obiecałaś? - kontynuował przypominanie mi – Wiesz co ci powiedziałem, przepraszam... wyznałem? Powiedziałem tobie, że cię Kocham, a ty obiecałaś, że poczekasz, bo do mnie też to samo czujesz...., a tu czego się dowiaduję? O jakimś Uzumaki'm w którym się zakochałaś.. A co ze mną? Oh.. on przecież nie zwraca na ciebie uwagi i tylko rani. Wiesz jaki jestem! Nie potrafię zranić czyiś uczuć, a tym bardziej jeśli do kogoś coś czuję – warknął trochę jakby ze zdenerwowaniem, przerażeniem, nie wiem jak mogłabym to opisać, ale chyba najbardziej z żalem. Zrobiło mi się jego szkoda. Wychodziło, że to ja zawiniłam tegoż wszystkiego.
-Tylko dlaczego mi to zrobiłeś, że zaczęłam mówić takie rzeczy, których bym nigdy niepowiedziała? - zapytałam trochę zrozpaczona. Shin przygryzł wargę widocznie nie chciał mi tego powiedzieć.
-Miało to się stać po wyjściu ze szpitala... - powiedział cicho – a zahipnotyzowałem ciebie abyś jeszcze bardziej zniechęciła tego chłopaka do siebie... - Shin zaczął przysuwać się bliżej do mnie, a serce waliło mi jak młot – Bo ciebie w dalszym ciągu kocham.. - szepną przykładając swoje miękkie wargi do moich...blisko...blisko...moich...ust..?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz