wtorek, 3 lipca 2012

Rozdział II


Z Tsunade przeniosłem wzrok na ziemie. Sam nie wiem, co o tym myśleć. Bez słowa wyszedłem z gabinetu.Czując niepokój zmieniłem trucht, na szybki bieg.
Wpadłem jak torpeda do rejestracji.
-Gdzie leży Hyuuga Hinata? - wydusiłemz siebie głos.
Recepcjonistka popatrzyła na mnie zezdziwieniem, wkładając na nos okulary. Już chciałem powtórzyćswoje pytanie, gdy uzyskałem odpowiedź.
-Sala 303 piętro drugie, po lewej –powiedziała poważnie.
-Sala 303, piętro drugie w lewo –wysapałem – Dziękuje! - krzyknąłem w pośpiechu.
Wspiąłem się po schodach wchodzącco dwa schodki. Przez chwile miałem dość śmieszne myśli związanez tym, iż taki bieg dobrze robi na mięśnie.
-303 – powtarzałem, skręcając wlewą stronę korytarza.
Drzwi do pomieszczenia, gdzie leżałaHinata, było lekko otwarte. Otrzepałem cały dres, rozpinającgrubą bluzę. Zapukałem, lecz nie dostałem odpowiedzi w stylu ''Proszę''. Wszedłem do sali. Hinata siedziała na łóżkuwpatrując się przez okno.
-C-Cześć Hinata – musiałem jakośzacząć rozmowę – Jak się czujesz?
Hinata dopiero teraz zwróciłagłowę. Oniemiałem na ten widok. Dlaczego próbowała zrobićcoś tak haniebnego?
Przecież jest bardzo silna, miła iładna?
-Dobrze – pisnęła cichoprzeszywając mnie nieprzytomnym wzrokiem.
Z trudem przełknąłem ślinę.Przysunął sobie krzesło siadając tuż przy jej łóżku.
Była strasznie blada widocznieodtruwali ją, te dwa dni, po tej substancji w jej organizmie.
Zrobiło mi się gorąco. Temperatura wszpitalu była zbyt wysoka, nie do wytrzymania. Ściągnąłem zsiebie tkaninę wieszając na poręczy łoża Hyuugi.
-Hinata chciałbym wiedzieć, corobiłaś na tej skarpie? - przewróciłem swe błękitnetęczówki, wpatrując się uważnie na Hinatę. Już po tychczterech latach, Hinata się zmieniła, nie wiem czy na lepsze, alewiem, że zamknęła się w sobie. Stała się bardziej oziębiła,jakby to nie była ta Hinata.
-To boli... te czekanie... nie chcęjuż tego – szepnęła przerywając moje zagmatwane myśli – Teuczucie boli... ono nie powinno nigdy zaistnieć.
Wyprostowałam się i już otwierałemusta, aby zapytać się co miała na myśli, Hinata wtrąciła,kontynuując.
-Naruto-kun... odejdź proszę... Chcępobyć sama – szepnęła.
Bez słowa powoli wstałem z krzesłaukradkiem patrząc na Hinatę, która była w białej koszulinocnej. Zbyt lubiłem Hinatę aby zaprzeczyć. Złapałem za wiszącąswobodnie bluzę, która w chwili pociągnięcia pofrunęła zamną.
-Naruto-kun zbyt mocne jest te uczucie,to boli – szepnęła w ten teges, gdy już opuściłem salę.
Niestety kujący ból w sercuwzmógł się, gdy wyszedłem z sali. Moje ciało odrętwiało,oparłem się o ścianę po czym zsunąłem na ziemie.
-Hinata, co ci chodzi po głowie? -powiedziałem do siebie ściszonym głosem.
Korytarzem przechadzała się starszakobieta i widząc mnie w tym stanie, podeszła kładąc swąwysuszoną rękę na mym ramieniu.
-Wszystko się ułoży – rzekła iodeszła powolnym krokiem znikając za zakrętem prowadzącym naschody.
Nie wiem ile siedziałem na zimnejpodłodze, ale dopiero czując odrętwienie wstałem. Odwróciłemsię, aby przypatrzyć się zamkniętym drzwiom do sali, gdzieznajdowała się Hinata. Postanowiłem, że zawitam u niej następnegodnia.

Wróciłem do domu dość opóźnej porze. Nie miałem ochoty na nic, ani jeść ani pójśći wziąć przynajmniej prysznic. Padłem na niepościelone łóżko,nawet nie zauważyłem, że jestem już w krainie snów.

Rano, gdy wstałem czułem jak mojemięśnie bolą. Przeszywały wszystko, aż po korzonki moich włosów.Z otępieniem w mózgu, wstałem. Pierwsze co zrobiłem topowędrowałem do lodówki. Było tylko mleko i masło.Złapałem za karton z mlekiem wypijając łyk.
-Zjem coś na mieście –postanowiłem.
Ubrałem się, w tym biorąc prysznic.Do kieszeni spodni wsadziłem portmonetkę i już miałem wychodzić,kiedy usłyszałem energiczne pukanie do drzwi mojego mieszkania. Zniechęcią podszedłem otwierając. Do środka wpadła zadyszanaSakura, w całym rynsztunku.
-Naruto, Hinata zniknęła! - krzyknęłami prosto w twarz.
Stanąłem jak wryty, dopiero po chwaliodzyskałem świadomość. Sakura jako pierwsza zbiegła na zewnątrz czekając na mnie, żebym mógł także szybko się wybrać.Zamknąwszy mieszkanie dosłownie zleciałem ze schodów. Razemz Sakurą pobiegliśmy do siedziby Hokage.
W gabinecie był tylko Hiashi (ojciecHinaty), Sai z Neji'm, Shizune (pomocnica Tsunade) i sama PiątaHokage.
-Na prośbę Hiashiego wysyłam 4osobową grupę w poszukiwaniu Hyuugi Hinaty. Sakura, Sai i Neji jużwiedzą to co potrzeba. Jest tyko coś jeszcze co chcemy wiedzieć –zaczęła poważnie Tsunade – Byłeś jako ostatni u Hinaty,Naruto. Powiedz jak się wtedy zachowywała? - zwróciła siędo mnie. Zacząłem opowiadać to, że Hinata chciała być sama,więc zostawiłem ją w spokoju.
-Czy ktoś, oprócz ciebie,poszedł do Hinaty? - zapytała się Tsunade
-Nie, byłem sam – odpowiedziałem,poczułem się trochę jak na przesłuchaniu.
-Rozumiem... więc idźcie szybko... Boto jest prawdopodobieństwo porwania Hyuugi, bądź zdrady z jejstrony.
Cała nasza czwórka wyszła zpomieszczenia.
Neji był naszym, tak jakby, szefemdrużyny bez fiuta, jak to ukradkiem nazwał Sai. Żałuję, że munie przyłożyłem. Dzięki swojemu Byakuganowi, Neji odnalazłślady. Zaczynałem się denerwować. Widziałem przecież w jakisposób zachowywała się Hinata, na domiar tego byłastrasznie blada.
-Za murem, kilka kilometrówdalej, ktoś się przedziera z dużą prędkością – powiedziałnagle Neji – są to 3 osoby, dwóch mężczyzn i kobieta.
-To Hinata! - krzyknąłem nagle niemogłem opanować już swojego zdenerwowania. Nie czekając nanikogo, ruszyłem jako pierwszy do miejsca, gdzie wskazał Neji. Namiejscu już nikogo nie było.
-''To tak jakby Hinata się nieopierała'' – powiedziałem do siebie.
Stanąłem jak wryty skupiając się.
-''Ona jest zahipnotyzowana''

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz