sobota, 18 sierpnia 2012

Informacja z przykrością

Chciałabym ogłosić, że jednak nie będę kontynuować tego opowiadania.
Bądź co bądź, iż mam następny rozdział, ta historia do mnie nie przemawia. Na początku, gdy zaczynałam ją pisać, myślałam, że jednak będzie to coś...
Ale moje zainteresowanie Naruto jak innymi Anime zmalała...

Staję się coraz starsza i jednak coraz bardziej dorośleję. Moje rozumowanie się zmienia. Mimo, iż anime jest nie tylko dla dzieci to jednak.... Biane (przepraszam)
Ta historia zapisze się wysoko w mojej podświadomości.
Wbrew pozorom, moje przeprosiny nie wystarczą, ale nic innego nie mogę zrobić. Historia o NaruHinie wypaliła się u mnie. Nigdy nie byłam za żadnym paringiem i w dalszym ciągu nie jestem w stanie sobie wyobrazić, by autor jakichkolwiek produkcji mógłby spełnić życzenia pewnych czytających. Pisałam opowiadanie o Naruhinie tylko dlatego, że były postaciami, które ja chciałabym być, ale zdałam sobie sprawę, że nigdy nie zmienię swego charakteru.

Nawet moje zainteresowanie zmieniło trochę bieg, i podejrzewam, że zostanie u mnie trochę dłużej niż zwykle. Moim zainteresowaniem stała się Korea. Nie mam pojęcia dlaczego, ale jedno wiem na pewno, to hobby zmieni mi życie i ciężko będzie mi się z nim rozstać. Jak do tej pory mocno się trzyma (3 lata) .
Wbrew temu to jednak, nie jest to odpowiednie wytłumaczenie, bo co może wytłumaczyć wiek i większe zainteresowanie. Odpowiedź sama się narzuca.: nic.
Myślę jednak, że zainteresowanie Koreą jak na razie stało się najodpowiedniejsze dla mnie. Przynajmniej do mojego wieku i mojego charakteru. W tym roku kończę 17 lat.

Zamiłowanie Koreą Południową trochę mnie zmieniło. Gdy jednak interesowałam się Japonią, stawałam się coraz bardziej zamknięta w sobie, podobali mi się chłopacy, którzy tak na prawdę nie istnieli! Robiłam się coraz bardziej zadufana w sobie i swoich niedoskonałościach (byłam już prawie Emo, bardzo dużo się ciełam), aż do teraz to mam. Można powiedzieć, że Japonia i Anime było dla minie ucieczką przed problemami jakie w tamtym czasie mnie spotykały, ale to Korea uświadomiła mi, że gdy będę tylko patrzeć na siebie będzie gorzej. Korea mnie trochę otworzyła, muzyka, kultura, ludzie, a nawet mój styl ubierania, to wszystko mnie zmieniło. Chodź dalej marzę by zwiedzić Japonię i spotkać animatora Furukawę, to trzyma się, więc Japonia nigdy nie zniknie z mojego życia.
Achhh... Rozpisałam się trochę, ale dzięki temu mi ulżyło.

Dla osób, które lubiły moją historię może moje nowe wcielenie się spodoba. Jestem dość zadowolona z nowej historii jaką piszę i jak na razie trzyma się wysoko (w tworzeniu jest 18 rozdział).
Ogółem historia jest o tak zwanej grupie B.A.P (prawdziwej), a jednym z głównych bohaterów jest niejaki 16 letni Zelo - Joonhong Choi oraz postać wymyślona prze zemnie Soo-hwa Kang.
Cała historia zaczyna się, gdy Soo-hwa po kilku latach wraca z owdowiałą matką do Korei. Historia opowiada o zakazanej miłości, przyjaźni, kłamstwie, muzyce, którą tak bardzo kochają główni bohaterowie.
Powiem, że gdy zaczynałam tą historię pisałam od niechcenia, teraz stała się historią na prawdę wartą kontynuowania i z rozdziału na rozdział uważam, że coraz lepiej idzie mi rozwijanie fabuły. Może to nie jest to co wy lubicie, ale chciałabym was zaprosić. Tytuł opowiadania brzmi: '' Świat w kolorach Bieli''.

Gdy skończę tą historię, zacznę pisać następną.

Nosi tytuł ''Droga do przyszłości'' pojawił się nawet 1 rozdział o tym samym tytule co historia.
natomiast ta historia będzie bardziej skupiona na muzyce, z lekkim romansem. Bohaterem przewodnim jest 17 letni So-hyon, który razem z przyjacielem Ji-sun przebył wiele kastingów, by dostać sie do firmy promującej. Cała opowieść będzie przedstawiała trudności przez jakie będzie 6-osobowy boys band przechodzić, od przyciągnięcia uwagi do stania się Top 10 Boys Bandem.

Może zainteresują was te historie, będzie mi miło. Będę wręcz uszczęśliwiona, jeśli będziecie mi kibicować.
Obydwie historie znajdziecie na blogu:



Jeśli wejdziecie tam.... Zostawcie coś po sobie. Będę szczęśliwa... Oczekuję na prawdę surowych(ale nie obrażających mojej osoby) komentarzy!!! 
Pamiętajcie tylko, jestem Dyslektykiem, bardzo łatwo się poddaję i niestety wyjątkowo mogę nie zauważyć banalnych błędów!!!

wtorek, 3 lipca 2012

Rozdział VII


-Cholera – warknąłem samdo siebie skapując się na jednym punkcie.
Ze złości wbiłem palce wtwarde podłoże, po po czym odepchnąłem się rzucając się zkilkoma klonami na zielonego.
Natychmiast w drodzeskupiłem się, jako oryginał, nad Czakrą Demona. Moje klony w celuzmylenia otoczyły to coś zielonego.
W tym momencie zobaczyłemjak Sakura próbuje mi coś powiedzieć, ale jakaś rzeczzagłuszała to, coś podobnego do szyby.
Nie słyszałem nawet, gdyrazem z Neji'm próbowali to coś zniszczyć.
Jednak nie mogłem o tymmyśleć, musiałem się skupić nad zlikwidowaniem przeszkody.Zacząłem rozmyślać, bo żaden z moich cienistych klonównie mógł sobie poradzić z Midori.
-Od 100 lat nikt nieprzekraczał progów tych że starych ruin i teraz nie pozwolęich przekroczyć, Mój pan nienawidzi takich plugawcówjak wy, ninja. - stanąłem jak na żądanie. Midori odezwał się domnie ludzkim głosem. Nie mogłem wydając z siebie głosu.
Nogi zaczęły mi drętwieć,ale w dalszym ciągu dzielnie stałem.  

Wpatrywałem się z groźnym wzrokiem prosto w zielonego potwora.
Ponownie poczułem dziwne uczucie nie pozwalające na nic. 

____________________________________________


Dzień wcześniej:
Przez leśne gęstwiny przedzierali sie młodzi ludzie. Jako pierwszy szedł chłopak, miał bardzo poważną minę. Oczy o odcieniu dochodzącym, aż do brunatnego, ukrywały małe iskierki dumy. Był średniego wzrostu w dość eleganckiej posturze. Robił duże kroki, szurając o ziemię butami. Jego kruczoczarne włosy z przydługą grzywką były niemiłosiernie potargane. Ubiór miał stosunkowo bardzo ciemny przeważały kolory czerni. Nie miał na sobie cieplejszych ubrań oprócz bluzki z krótkim rękawem oraz masywnych spodni w tym samym odcieniu. Na ramieniu miał przywiązaną opaskę ze znakiem wioski liścia. Na plecach miał zawieszoną drewnianą czarną pałkę. 
Za chłopakiem jak wcześniej wspomniano szła dziewczyna. Była kompletnym przeciwieństwem chłopca. Cały asortyment był w odcieniach błękitu a składał się z krótkiej spódniczki, bluzki z długim rękawem, butach dochodzących do ud. Włosy ciemnego blondu związane były w dwa warkocze z których wystawały mocne niebieskie pasemka. Swoją opaskę miała związaną wokół pasa. Co jakiś czas podbiegała by nie zostać w tyle za kolegą.
-Yusuuke-kun? - zawołała nagle dziewczyna idąca za chłopakiem - pamiętasz jak mi opowiadałeś pewną historię o tutejszych ruinach?
Chłopak westchną cieżko udajac zmęczonego w duchu ciesząc się, że dziewczyna się interesuje tym.
-Opowiedz mi od samego początku ale dokładniej! Yu...Suu...Ke...-Kun... - na ostatnie słowa z chytrością podeszła do chłopaka szepcząc czule obok ucha przekłutego aż 4 kolczykami. 
Chłopak o imieniu Yusuuke, wzdrygną się. Cała jego twarz pokryła się czerwonym rumieńcem. 
-N-Najpierw dojdziemy na... na miejsce... - mrukną speszony. 
Gdy doszli na miejsce przeznaczenia usiedli na zielonej trawie. ''Nie wiedzieli jednak że za nimi niedługo rozgdzieje się przerażajaca walka o życie lub śmierć, miłość oraz pożądanie''.
-To było bardzo dawno temu jeszcze nawet przed wielkimi wojnami, ale po pierwszym ninja. Kiedy przeglądając w wielkiej księdze, znalazłem że gdyby nie pewien wypadek do tej pory wszystkie kraje żyły by w zgodzie -zaczął opowiadać.

Świat początków lat ludzi myślących, był czasem spokoju, zrozumienia i miłości. Każdy miłował się wzajemnie. Wtedy żyły 5 wielkich wiosek gdzie zaliczała się do niej kiedyć Mio-Gakure. Żyła w nim księżna Soo Kim, pochodząca ze szlacheckiej rodziny koreańskiej. U jej boku znajdował się  demon Houkou. Ksieżna dażyła tego demona wielkim uczuciem. Wzajemnością. Zamieszkiwała ona wielki warowny zamek. Gdy wszystko się zmieniło do teraz było sprawdą dnia pięknego lazurowego nieba. 
-Piękny dziś dzień Panie - żekła księżna Soo Kim siedząc spokojnie na królewskim fotelu. 
- Ma pani rację - odpowiedział jej Demon Houkou siedzący spokojnie obok królewskiej mości.
- Wasz wysokość przybył Hide Sako - przed obliczem królowej pojawił się nadworny kłaniajac się nisko. 
-Proszę zaprowadzić pana Sako do sali tronowej. - z ust Soo wydobył się jeszcze piękniejszy głos niż poprzednio. 
A słuchajac go jeszcze dłużej można było roztopić się z rozkoszy. Służący szybko zniknął z oczu księżnej Soo. 
-Houkou wybacz ale mam do ciebie prośbę... - zaczęła nagle Soo zwracajac się do demona - Chcę byś do portretu nie zmieniał postaci. 
-Tak pani - odpowiedział równym głosem demon
Soo Kim wstała z lekkością i weszła do pomieszczenia w zamku. Za nią poszedł demon równie lekko drepczac po powierzchni. Obydwoje w ciszy weszli do sali tronowej gdzie właśnie malarz rozkładał swe palety i farby.
Stał równo przed tronem królowej. Soo Kim usiadła na pieknie zdobionym tronie a obok niej w równej pozycji usiadł Houkou w postaci psa. 
-Witam Królową. Jestem Hide Sako pochodzę z wioski Deszczu przybyłem specjalnie dla pani by namalować waszej wysokości portret. - przedstawił się malarz Sako.
-Dziekuję za przybycie wynagrodzę ci to woreczkiem złota. - odpowiedziała królowa - Panie Sako proszę również ukazać na portrecie całą mą postać również pełną postać Houkou. 
Malarz kiwną głową kłaniajac się nisko. Po tym zabrał się szybko do pracy. 
Cała sala była obwieszona obrazami z podobiznami poprzednich władców badź członkami rodziny królewskiej. Jedynie większość obrazów miała wypalone paski na oczach bądź pozostałości po szarych miejsc po starych obrazach. 
Malowanie portretu trwała niecałe 4 godziny. Królowa Soo w nagrodę dała malarzowi to co obiecała, czyli woreczek ze złotem.
-Wasza wysokość przywiozłem z mojego kraju pewną żecz i chciałbym by królowa w zamian za taką dobroć dla mnie przyjeła to - Hide podał Soo Kim wisior ze szlachetnym migdałwym kamieniem. 
Królowa przyjeła mały podarunek od z kraju Deszczu. Malarz zniknął pozostawiajac po sobie tylko dzieło i pewną tajemnicę.


Służący królwej po wyschnięciu farby zawiesili na ścianie. 
Gdy wszyscy mieli już zakończyć dzień, stał się coś strasznego.
- Wasza wysokość Soo Kim!! - do komnaty królowej wbiegła jedna ze służących. 
-Dlaczego zakłucasz mi spokój ?
-Jacyś zamaskowani ludzie wysadzili jedna z naszych wież warownych!!! - krzyknęła przerażona młoda dziewczyna.
-Rozkazuję tobie by  straż ma zebrać się w sali tronowej. - rozkazała Soo Kim ubierając na siebie materiał.
Niesety nie doszła królowa wchodząc do sali zobaczyła zamaskowanych ludzi. Stali perfidnie się śmiejąc nad ciałami poległych straży królowej. 
- Jak śmieliście zakłucić spokój w wiosce Mio-Gakure!!! - wydała z siebie donośny głos Soo.
- Przybyliśmy by królową przywitać i... zabić - zaśmiał się jeden z zamaskowanych. Z pozoru wygladali jak ninja bez znaku żadnej z wiosek. Soo Kim uniosła dłonie na wysokość swej twarzy by wykonać jakiś ruch. Niesety poczuła silne ukucie z niewiadomej przyczyny. Upadła na ziemię. Zadowoleni wrogowie podeszli do sparalizowanej księżnej. Jeden z nich wyciagnął poplamiony krwią nuż i perfidnie wbił w brzuch.  

Houkou usłyszał dziwne gdźwięki ze swej komnaty. Ruszył szybkim krokiem będąc w postaci białego mężczyzny. Niestety przybył za późno. Mordercy zniknęli a na miejscu zbrodni zostawili u schyłku życia Królową Soo Kim. 
Przerażony Houkou podbiegł do arystokratki. Nie był w stanie uronić ani jednej łzy mimo bólu jaki czuł. 
To właśnie jedyna wada demonów. 
-Cieszę się że.... - przerwała kaszląc krwią, z czułością Houhou wytarł szlachetną krew swej ukochanej swym rękawem od śnieżno białej bluzki - ciebie poznałam i pokochałam. 
Houkou nie mógł oderwać oczu od Krówej. Przybliżył swą twarz dając umierającej ostatni gorący pocałunek. Księżna Soo Kim zmarła w ramionach demona Houkou. 
Demon z rozpaczy uronił pierwszy raz łzy. Wokół siebie rozpętał piekło, jego siła dogoniła uciekajacych morderców przeszywając ich ciała na wylot. A same łzy rozsiały na świat nieszczęście i wojny.

-Sam Demon Houkou ukrył ciało ukochanej królowej Soo Kim w niewiadomym miejscu i zostawił jej portret by pewnego dnia ożywić ją. Do tego czasu poszukuje ciała podobnego do Soo Kim i dzięki obrazowi do dzisiaj ma zamiar ją wyrwać ze szponów świata umarłych. - tym zdaniem Yusuuke dokończył swą opowieść.
-Piękne - rozmarzyła się dziewczyna.
-Mishi musimy ruszać dalej. Mamy misję - żekł chłopak podnosząc się. 
Mishi wstała i ruszyła ponownie za chłopakiem.

-------------------------------------------------------------------
- Dlaczego miałabym walczyć ? - zapytałam przerażona. 
Shin również zdziwił się na dziwne zdanie wypowiedziane prze Daichi. 
- Tutaj mogą się znajdować potwory.
- I ty w to wierzysz - zaśmiał się Shin.
- Jeden jest za tobą i Hinatą-san....

Rozdział VI


-Miało to się stać po wyjściu ze szpitala... - powiedział cicho – a za hipnotyzowałem ciebie abyś jeszcze bardziej zniechęciła tego chłopaka do siebie... - Shin zaczął przysuwać się bliżej do mnie, a serce waliło mi jak młot – Bo ciebie w dalszym ciągu kocham.. - szepną przykładając swoje miękkie wargi do moich...blisko...blisko...moich...ust..?
Otrzeźwiałam i odsunęłam Shina od siebie.
-Zostaw mnie – pisnęłam czując jak świerzbią mi usta po skradzionym pierwszym pocałunku.
Shin posłusznie ponownie usiadł na miejscu.
-Przepraszam... myślałem, że chodź trochę mnie jeszcze kochasz – rzekł do mnie, a serce podskoczyło mi do gardła.
Ręka mimowolnie pofrunęła mi do ust, które czuły jeszcze ten dotyk.
-Ale wiedz, że nie pozwolę, aby ciebie skrzywdził, ale jeśli by to zrobił natychmiast... zabijęgo! - warknął dokańczając.
Już żadne z nas się nie odzywało, jednak po chwili dogłębną cisza została przerwana głośnymi krokami. Podszedł do nas Daichi.
-Wszystko sprawdziłem – rzekł śnieżno włosy i zaczął rozpinać górę kombinezonu wyjawiając swą równie nieskazitelnie młodą twarz.
-Daichi! Tu jest dama! - syknął ze złości Shin.
Zaczerwieniłam się odwracając wzrok.
-Tylko rozpinam i tak mam pod spodem ubranie, bo inaczej za chwilkę się w tym ugotuję, a ty? - zapytał Daichi bez żadnego umiaru.
-Przeżyję – odpowiedział Shin.
-W wiosce będą ciebie szukać wiesz,Hyuuga-san? - odezwał się do mnie Daichi – A tak poza tym jestem Daichi z klanu Naomi posługujemy się elementem wspólnotyognia i wody. Mój ojciec trenował Shina – powiedziałpoważnie siadając na zimną podłogę po turecku – A i sorki, że tak szarpałem, nie chciałem, to miała być podpucha dlamieszkańców wioski bo zawsze sobie wyobrażają, ze jak idziechłopak z dziewczyna to jakaś para lub bóg wie co... -uśmiechną się lekko.
-Będziemy musieli iść dalej dochodzigodzina grozy. Mam nadzieję, ze Hyuuga-san będzie w razie czegomogla walczyć? - zapytał Daichi, Shina i mnie.


Naruto:
100 lat temu na tych terenach mieszkałdemon o 5 ogonach wraz z piękna królową.. - zacząłstaruszek.
Mnie nagle zrobiło się niedobrze nasamą myśl o demonach, mimo że jednego najsilniejszego posiadam ja.
-Niestety królowa zostałazaatakowana przez zbirów i zabita. Demon Houkou z rozpaczystracił panowanie nad sobą i teraz czyha na czystą kobietę, któraz wyglądu przypomina dawną królową, aby ją opętać.Niektórzy myślą, że demon był bardzo zakochany w królowejwzajemnością. Jednak, aby nie stracić zdobyczy zabija mężczyznod razu. W środku zamku wybudował labirynt, w którym możnazginąć przez potwory i takie tam... Nie wiem co dokładnie tamjest, bo nigdy tam nie wchodziłem to mój ojciec z dziadkiemto opowiadali. Ale.. strzeżcie się dzieciaki – szepną na koniecstaruszek.
Odwróciłem się od towarzystwapytając.
-W którą stronę iść do ruin?Dziadku – staruszek prawdopodobnie wpatrywał się na mnie jak najakiegoś idiotę.
-Ale... dziecko... - zaczął.
-W KTÓRĄ!!? - warknąłem.
-Na końcu wioski... w lesie...dzieciaku nie wiesz w co się pakujesz – ostrzegł mnie starszypan.
Nie posłuchałem rzucając się dobiegu w stronę ruin.
-Ymm... Dziękujemy Panu –podziękowała najmilej jak potrafiła Sakura.
Co chwila omijałem jakieś osoby,nawet nie racząc ich przepraszać, gdy niechcący szturchnąłem.Dobiegłem do końca wioski gdzie zaczynał się ponownie las.Popatrzyłem wyżej gdzie zaczęła rosnąć wielka góra. Jużzauważyłem, że dalej jest skrawek jakiegoś budynku. Znowupopędziłem jak torpeda do miejsca gdzie mogła być droga...droga?... Hinata?... Coś zaczynało być ze mną nie tak... droga?
K-Kochana? Dlaczego takie słowazamiatają mi głowę.
-''Pomyśl dziwny człowieku!'' -usłyszałem w głowie warknięcie Lisa – ''Ona zaczyna być dlaciebie ważna! - dokończył.
Nie słuchałem lisa. Widocznie miałrację, a ja po prostu nie chciałem sobie tego uświadomić.
-Od kiedy taki miły jesteś? To jużdrugi raz! Nie chyba trzeci? - zażartowałem, lecz nie wyszło mi bonawet ja się nie uśmiechnąłem od serca.
Lis mi nie odpowiedział. Podejrzewam,że po prostu przeholowałem, ostatnio strasznie zaczynałem siędziwnie zachowywać. Znalazłem ścieżkę prowadząca do zakazanychruin, o których mówił staruszek. Co jakiś czasukazywały mi się znaki i przestrogi, ale nie interesowały mnie.
Przede mną ukazała się wysoka ścianacała w przeróżnych znakach i hieroglifach starej japońszczyzny. Podszedłem do budowli i palcem zacząłem jeździćpo zimnej jak lód powierzchni. Nagle mój palecwskazujący zatrzymał się przy pewnej wielkiej płaskorzeźbie, byprzypatrzyć się jej dokładnie odszedłem trochę dalej .
Właśnie teraz pojawiła się przedemną rzeźba kobiety w długiej sukni.. wyglądała jak.. HINATA!
To co opowiadał starzec, było prawdą,ale nie miałem pojęcia, że królowa z opowieści wyglądałajak Hinata. Moje ciało samoistnie zaczęło się cofać. Dlaczego tozrobiłem? Czy naprawdę teraz byłem sobą? Czy to ja terazrezygnuję? Przecież słynę z tego że nigdy się nie poddaję.
-''ten demon jest naprawdę przebiegły.Nie tak jak pięcio ogoniasty Gobi – nareszcie usłyszałem głosKyuubiego.
Tak to nie demon jinchuriki. Tylkodlaczego miałem tak dziwne uczucie.
-Tak masz rację Kyuubi... -odpowiedziałem.
Nie patrząc się już na płaskorzeźbęw ścianie powolnym krokiem zacząłem szukać wejścia do zamku.
Jednak po drodze coś jeszcze przykułomoją uwagę. Tym ''czymś'' był napis.
O tych znakach mówił mi staryzboczony pustelnik Jiraja.'

''墓は維持する必要があります後、絶望を通して吸い込ま...'

-Po.. grób.. związany,...przez... rozpacz... wciągnięty... - czytałem na głos niestetyreszta tekstu była zbyt zniszczona, aby rozszyfrować.
-Co to może znaczyć? - zacząłem sięzastanawiać idąc dalej – Po grób związany, przez rozpaczwciągnięty... - powtarzałem.
Przed sobą zobaczyłem już wejściedo ruin. Pchnąłem wielkie drzwi zatapiając się w ciemności.
-Ty skończony DUPKU! - odwróciłemsię.
Na wprost mnie stała rozwścieczona Sakura.
Z przerażenia zakryłemrękoma twarz, przed jej super uderzeniem, której nauczyła jąstara babcia Tsunade.
Jednak nie poczułem jejpięści. Ze zmarszczonymi oczami upewniłem się, że jestembezpieczny. Sakura stała przede mną, nawet w ciemnościachzauważyłem, że jej zielone oczy świecą od łez. Rzuciła mi sięnaszyję.
Tylko jedno było dziwne.Kiedyś przy czymś takim umarłbym ze szczęścia, a teraz? Poprostu nic nie czuję.
-Idioto! - powiedziałaprzez łzy, puszczając mnie. Wytarła oczy, robiąc wymuszonąpoważną minę.
-Przepraszam – mruknąłem zmieszany.
Odwróciłem się odSakury i zacząłem rozglądać się używając trybu CzakryDziewięciu Odonów, które trochę rozświetliło mikorytarz, prze okazji byłem przygotowany na wszystko co może mniespotkać.
Wszędzie wisiały obrazy zpostaciami królowej oraz jakiegoś psa, sporo było obrazówponiszczonych.
-Kojin gifuto* (Pamiątkizmarłego)- powiedział Sai podchodząc do mnie , zaczynając tak jakja wpatrywać się w obraz.
-Co masz na myśli? -zapytałem
-Są to, tak jakbywspomnienia zwykle usuwa się takie rzeczy do najgłębszych piwniclub wypala pas w miejscu oczu. Ale.. - nie dokończył bo przerwał mu Neji.
-Widocznie nikt tego niezrobił, bo ceniono tę królową. Mam rację?
-Po co miałby, ktośwypalać oczy w obrazie? Przecież są po to aby mieć pamiątkę –żachnęła Sakura.
Sai popatrzył się naSakure, uśmiechając.
-To zwykła tradycja. Kiedyświerzono, że jeśli zniszczy się po części obraz poprzednika tonie wróci z zaświatów – dodał.
-Nie wróci zza światów? - zapytałem ciekawy.
Nigdy jeszcze nie słyszałemtakiej historyjki, tym bardziej o szlacheckich zwyczajach izabobonach.
-Tak.. wierzono że obraz był kiedyś odzwierciedleniem duszy człowieka. Coś jak portalmiędzy światem żywym, a tym umarłym. Jeśli jakaś dusza niegodziła się o swoim osądzie, o jej obraz nie został zniszczonyprzechodziła samoistnie lub siłą do rzeczywistego świata –odpowiedział mi na pytanie zamiast Saia, Neji.
Mruknąłem na odpowiedź,że rozumiem.
-Patrzcie tam zaczynają się świecić pochodnie – krzyknęła Sakura wskazując głową woddali jasne światełko.
Neji i Sai dołączyli doSakury, która już się oddaliła, a ja stałem jeszcze przyobrazie wpatrując się w twarz kobiety.
Była tak podobna do Hinaty,rozróżniały ją tylko to, że nie miała białych tęczóweklecz piwne.
-Naruto ZA TOBĄ! -krzyknęła w moją stronę Sakura.
Odwróciłem sięnatychmiast. Przede mną stał dziwny stwór przypominającegowielkiego pająka i niedźwiedzia w kolorze zgniłej zieleni. Niemiał łap lecz szpony, trochę jak u pająka.
Byłem głupi, że stałemjak słup soli wgapiając się w te zielone świecące ślepia, bopotwór nie czekając uderzył mnie w bok. Moje całe ciałopoleciało prosto na sąsiednią ścianę robiąc wgniecenie.Osunąłem się na ziemię padając na kolana.
Już od jakiegoś czasu niebyłem w trybie Czakry Demona. Gdybym był w trybie inaczej by, sięzachował w tej sytuacji.
Ręką dotknąłem bolącegomiejsca, poczułem coś ciepłego co przesiąkało przez moją bluzę.Była to moja krew.
-Cholera – warknąłem samdo siebie skapując się na jednym punkcie.
Ze złości wbiłem palce wtwarde podłoże, po po czym odepchnąłem się rzucając się zkilkoma klonami na zielonego.
Natychmiast w drodzeskupiłem się, jako oryginał, nad Czakrą Demona. Moje klony w celuzmylenia otoczyły to coś zielonego.
W tym momencie zobaczyłemjak Sakura próbuje mi coś powiedzieć, ale jakaś rzeczzagłuszała to, coś podobnego do szyby.
Nie słyszałem nawet, gdyrazem z Neji'm próbowali to coś zniszczyć.
Jednak nie mogłem o tymmyśleć, musiałem się skupić nad zlikwidowaniem przeszkody.Zacząłem rozmyślać, bo żaden z moich cienistych klonów nie mógł sobie poradzić z Midori.
-Od 100 lat nikt nieprzekraczał progów tych że starych ruin i teraz nie pozwolęich przekroczyć, Mój pan nienawidzi takich plugawcówjak wy, ninja. - stanąłem jak na żądanie. Midori odezwał się domnie ludzkim głosem. Nie mogłem wydając z siebie głosu.
Nogi zaczęły mi drętwieć,ale w dalszym ciągu dzielnie stałem.  

Rozdział V


-Miało to się stać po wyjściu ze szpitala... - powiedział cicho – a zahipnotyzowałem ciebie abyś jeszcze bardziej zniechęciła tego chłopaka do siebie...- Shin zaczął przysuwać się bliżej do mnie, a serce waliło mi jak młot– Bo ciebie w dalszym ciągu kocham.. - szepną przykładając swoje miękkie wargi do moich...blisko...blisko...moich...ust..?
Otrzeźwiałam i odsunęłam Shina od siebie.
-Zostaw mnie – pisnęłam czując jak świerzbią mi usta po skradzionym pierwszym pocałunku. 
Shin posłusznie ponownie usiadł na miejscu.
-Przepraszam... myślałem, że chodź trochę mnie jeszcze kochasz – rzekł do mnie, a serce podskoczyłomi do gardła. 
Ręka mimowolnie pofrunęła mi do ust, które czuły jeszcze ten dotyk.
-Ale wiedz, że nie pozwolę, aby ciebie skrzywdził, ale jeśli by to zrobił natychmiast... zabiję go! - warknął dokańczając.
Już żadne z nas się nie odzywało, jednak po chwili dogłębną cisze przerwały głośne kroki. Podszedł do nas Daichi.
-Wszystko sprawdziłem – rzekł śnieżno włosy i zaczął rozpinać górę kombinezonu wyjawiając swą równie nieskazitelnie młodą twarz.
-Daichi! Tu jest dama! - syknął ze złości Shin.
Zaczerwieniłam się odwracając wzrok.
-Tylko rozpinam i tak mam pod spodem ubranie, bo inaczej za chwilkę się w tym ugotuję, a ty? - zapytał Daichi bez żadnego umiaru.
-Przeżyję – odpowiedział Shin.
-W wiosce będą ciebie szukać wiesz, Hyuuga-san? - odezwał się do mnie Daichi – A tak po za tym jestem Daichi z klanu Naomi posługujemy się elementem wspólnoty ognia i wody. Mój ojciec trenował Shina – powiedział poważnie siadając na zimną podłogę po turecku – A i sorki, że tak szarpałem, nie chciałem, to miała być podpucha dla mieszkańców wioski bo zawsze sobie wyobrażają, ze jak idzie chłopak z dziewczyną to jakaś para lub bóg wie co... -uśmiechną się lekko -Będziemy musieli iść dalej dochodzi godzina grozy. Mam nadzieję, ze Hyuuga-san będzie w razie czegomogla walczyć? - zapytał Daichi, Shina i mnie.


Naruto:
100 lat temu na tych terenach mieszkał demon o 5 ogonach wraz z piękna królową.. - zaczął staruszek.
Mnie nagle zrobiło się niedobrze na samą myśl o demonach, mimo że jednego najsilniejszego posiadam ja.
-Niestety królowa została zaatakowana przez zbirów i zabita. Demon Houkou z rozpaczy stracił panowanie nad sobą i teraz czyha na czystą kobietę, która z wyglądu przypomina dawną królową, aby ją opętać. Niektórzy myślą, że demon był bardzo zakochany w królowej wzajemnością. Jednak, aby nie stracić zdobyczy zabija mężczyzn od razu. 
W środku zamku wybudował labirynt, w którym można zginąć przez potwory i takie tam... Nie wiem co dokładnie tam jest, bo nigdy tam nie wchodziłem to mój ojciec z dziadkiem to opowiadali. Ale.. strzeżcie się dzieciaki nikt z tamtą żywy nie wraca– szepną na koniec staruszek.
Odwróciłem się od towarzystwa pytając.
-W którą stronę iść do ruin? Dziadku – staruszek prawdopodobnie wpatrywał się na mnie jak na jakiegoś idiotę.
-Ale... dziecko... - zaczął.
-W KTÓRĄ!!? - warknąłem.
-Na końcu wioski... w lesie... dzieciaku nie wiesz w co się pakujesz – ostrzegł mnie starszy pan.
Nie posłuchałem, rzucając się do biegu w stronę ruin.  

-------------
Oto Shin i Daichi we własnej osobie.

Rozdział III - IV


-To Hinata! - krzyknąłem nagle nie mogłem opanować już swojego zdenerwowania. Nie czekając na nikogo, ruszyłem jako pierwszy do miejsca, gdzie wskazał Neji. Na miejscu już nikogo nie było.
-''To tak jakby Hinata się nie opierała'' – powiedziałem do siebie. Stanąłem jak wryty skupiając się.
-''Ona jest zahipnotyzowana'' –usłyszałem głos Kyuubiego. Już stałem przed jego klatką.
-Co masz na myśli, Lisie? -powiedziałem stanowczo. Lis popatrzył na mnie swymi krwistoczerwonymi oczami. Otworzył swoją paszczę mówiąc ochryple:
-Normalnie ta dziewczyna, by nie wzięła tabletek i próbowała się zabić – przerwał na chwile, a ja uważnie słuchałem – Gdybyś wtedy przypatrzył się oczom Hyuugi zauważyłbyś, że nie były jej naturalnego koloru.
-Mówisz, że widać było nawet w szpitalu... to dlatego zatkało mnie w sercu – zacząłem wracać myślami do szpitalnej sali. Nagle coś mnie oświeciło – czekaj, ta kobieta..
-Było to klon, po przemianie –przerwał mi Kyuubi. Po tych słowach już byłem w lesie. Neji, Sakura i Sai dobiegli do mnie. Żaden z nich nie potrafił nic do mnie powiedzieć, łzy zbierały mi się do oczu. Dopiero sobie przypomniałem coś co kiedyś mówiła mi Hinata, gdy przybiegła mi pomoc walczyć z Painem. Przez te hipnozę wyszły jej najbardziej nieszczęśliwe myśli. Padłem na kolana dalej powstrzymując łzy. ''Chłopaki nie płaczą'' powtarzałem sobie, aby choć trochę powstrzymać nadmiar emocji. Ledwo wróciłem po ponad 4 latach, a już to się dzieje. Uderzyłem się mocno w oba policzki. Wstałem odwracając się do zdziwionej trójki. Nie pokazując emocji wytłumaczyłem im, że na chwilę straciłem orientację przez rozmowę z Kyuubim. Nie wiem czy mi uwierzyli, nawet pamiętając, że ujarzmiłem Lisa, tak aby nie być zależny od jego złowieszczej czakry. Neji starał się odnaleźć jakiś chodź najmniejszy ślad. Niestety dochodząc do Mio-Gakure, małej wioski oddalonej od Konohy bardzo daleko, ślad urwał się. Wszyscy zaczęliśmy wypytywać się ludzi o dziewczynę o białych oczach. Tylko jedna osoba widziała taką osobę. Był to bardzo stary człowiek ciężko było dowiedzieć się od niego czegoś.
-Proszę pana niech pan sobie dokładnie przemyśli, w którą stronę się udali? Czy mówili? -próbowała na spokojnie pytać się Sakura.
-Panienko moja, widzieć ich widziałem, ale zachować się nie potrafili – rzekł. Nie wytrzymałem podszedłem do staruszka łapiąc go za ramiona.
-Dziadku powiedz gdzie poszli?! - te słowa wypowiedziałem bardzo głośno. Staruszek popatrzył się na mnie lekko przerażonym wzrokiem.
-Dzisiaj już nie uda wam się złapać ich. Poszli do starych zakazanych ruin, z których nie można już wyjść – jękną przerażony, gdy mówił o jakiś ruinach. Puściłem dziadka gdy zobaczyłem, że jeszcze go szarpie.
-Co przez to mamy rozumieć? - odezwałsię Neji, który wcześniej milczał. Staruszek zaczął opowiadać.
-Sto lat temu...
Hinata: Kilka godzin wcześniej.
Moje ciało poruszało się same. Przede mną biegło dwóch mężczyzn, obydwoje mieli ciemne kombinezony oraz zamaskowane twarze. Nagle wszyscy stanęliśmy, nawet me ciało. Ciągle miałam w myślach co mówiłam do Naruto. Słowa głęboko ukryte w mym sercu, których nigdy bym nie potrafiła wypowiedzieć. Dopiero teraz zauważyłam tylko kolory ich włosów i postury. Jeden z nich był ciut wyższy, a włosy były bardzo ciemne nawet czarne. Drugi z nich był niższy, a kosmyki jego włosów były wręcz białe.
-Jesteśmy prawie na miejscu Daichi – powiedział mężczyzna o czarnych włosach.
Przede mną ukazała się wioska. Na wielkiej plakiecie po mojej lewej stronie, napisane było ''Mio-Gakure Wita!''. Mężczyzna o imieniu Daichi szarpną mnie pociągając za sobą. Doszliśmy do jakiegoś domku. Na werandzie siedział staruszek lekko się kiwając. Wyższy chłopak zdjął maskę zakrywającą połowę jego twarzy. Ukazała mi się nieskazitelnie młoda i poważna twarz.
-Shin tylko uważaj – odezwał się Daichi, który stał obok mnie. Chłopak kiwną znacząco głową i podszedł do starszego pana, szarpną go przyciągając do siebie. 
--Gdzie są stare zakazane ruiny z labiryntem? - powiedział, a wręcz warknął zdenerwowanym głosem.
Przestraszyłam się tego chłopaka. Senior zaczął jęczeć, ale Shin nie kończył i aby dowiedzieć się wyciągnął z znikąd katanę. Przyłożył dość blisko twarzy staruszka.
-Na końcu wioski..... w lesie.... ale tam ... - jękną biedny starzec.
Po tych słowach Shin puścił starszego człowieka i ruchem ręki wskazał, aby iść za nim. Znowu zostałam szarpnięta tym razem w taki sposób że zabolało mnie ramię, jednak nie odezwałam się. Ruszyliśmy naprawdę szybkim krokiem, ja w dalszym ciągu byłam trzymana za ramię jakbym dała radę sama uciec. Bolały mnie wszystkie części ciała. Dlaczego poddałam się tej technice? Czy zraniłam uczucia Naruto ? Nie powinnam tak myśleć on i tak do mnie nic nie czuje... znowu poczułam popchnięcie, które obudziło mnie z zamyślenia. Staliśmy już przed murami były potężne. Co centymetr widniały najróżniejsze płasko rzeźby. Nie miałam możliwości rozejrzenia się bo ponownie zostałam pociągnięta jak jakiś przedmiot. Mój strach nasilał się.
-Wchodź Hinata-san – odezwał się do mnie Shin.
Me nogi ruszyły same i już szłam obok wysokiego czarnowłosego. Dopiero w tej chwili zauważyłam że jednak jego włosy nie są do końca czarne, lecz mają odcień niekiedy ciemnego brązu. Miał poważną minę. Poniekąd wydawało mi się, że wyglądał trochę jak Naruto lub kogoś kogo kiedyś znałam. Nagle poczułam na plecach rękę Shina. Serce zaczęło mi walić jak oszalałe. Bałam się, a zarazem zawstydziłam się, tylko, dlaczego? Weszliśmy do ruin było ciemno, dopiero gdy Daichi używając elementu ognia zapalił podstarzałe pochodnie stanęliśmy, a Shin zabierając rękę z mojego ramienia wyciągną zwój, przy czym przygryzając kciuk, układając bardzo szybko rękoma w znaki. Ze zwoju wypadły kawałki drewna na opał.
-Tu zostajemy – rzekł zwracając się do mnie.
Ponownie ułożył ręce w znak szepcząc ''Kai''. Nareszcie mogłam poruszać się samodzielnie niestety moja radość nie trwała długo straciłam czucie w nogach przez co o mały włos nie upadłam, na szczęście w ostatniej chwili złapała mnie mocna ręka czarnowłosego, nie brunatnowłosego Shin'a.
-Po tej technice wszystkim drętwieją nogi. Usiądź - pomógł mi podejść do odstającego kamienia. Oparłam się , a Shin przyniósł leżące trochę dalej opał. Daichi podszedł do nas skończywszy podpalanie pochodni. Obydwoje zgodnie ułożyli opał, po czym białowłosy podpalił ogniem.
-Dlaczego?... - wyrwało mi się. Shin i Daichi popatrzyli się na mnie siadając po turecku.
-Co masz na myśli Hinata-san? - zapytał Shin, o dziwo dopiero teraz zauważyłam że mówi do mnie po imieniu.
-Dlaczego mnie zahipnotyzowaliście? - zapytałam. Shin zwrócił wzrok na Daichiego, a ten wstał bez słowa i oddalił się znikając w korytarzach zakazanych ruin.
-Nie pamiętasz mnie Hinata-san? - zapytał Shin. Wpatrywałam się w niego, nie wiedziałam co powiedzieć kompletnie nie znałam go więc, dlaczego? Pokiwałam głową na znak przeczenia, lecz Shin tylko westchnął.
-Nie pamiętasz mnie z dzieciństwa? - spróbował ponownie – Obiecaliśmy sobie coś zanim nie wyniosłem się z Konohy...
Dopiero teraz przypomniała sobie kim jest. Był to mój najlepszy przyjaciel z dzieciństwa z klanu, który najlepiej tworzyli katany jak i nimi się posługiwali. Shin był wschodzącym mistrzem w tej dziedzinie. Aby takim się stać musiał wynieść się z wioski, po to by nad to nauczyć się elementu wody, błyskawicy i powietrza. Gdyby o tym nie wspomniał nigdy bym go nie poznała. Zmienił się strasznie i wyprzystojniał. Ale co sobie obiecaliśmy?
-Nie pamiętam co sobie obiecaliśmy...- przyznałam się – ale dlaczego mi to zrobiłeś!? - krzyknęłam, ale Shin nie przeją się tym.
-To przez tego twego ojca, gdy wróciłem do Wioski z Daichim od razu gdzie poszedłem... to do ciebie! - nagłośnił swój głos – Wiesz o czym rozmawiał twój ojciec? Jesteś pierwsza na liście, aby mieć zapieczętowane w ciele różne tajniki twego klanu lecz jest jedno ale... po zapieczętowaniu zginiesz, właściwie twe całe ciało! - na koniec krzykną, aby mnie bardziej usatysfakcjonować. Wiedziałam że mój ojciec jest surowy i wymaga, ale aby do tego stopnia?
-A wiesz co mi obiecałaś? - kontynuował przypominanie mi – Wiesz co ci powiedziałem, przepraszam... wyznałem? Powiedziałem tobie, że cię Kocham, a ty obiecałaś, że poczekasz, bo do mnie też to samo czujesz...., a tu czego się dowiaduję? O jakimś Uzumaki'm w którym się zakochałaś.. A co ze mną? Oh.. on przecież nie zwraca na ciebie uwagi i tylko rani. Wiesz jaki jestem! Nie potrafię zranić czyiś uczuć, a tym bardziej jeśli do kogoś coś czuję – warknął trochę jakby ze zdenerwowaniem, przerażeniem, nie wiem jak mogłabym to opisać, ale chyba najbardziej z żalem. Zrobiło mi się jego szkoda. Wychodziło, że to ja zawiniłam tegoż wszystkiego.
-Tylko dlaczego mi to zrobiłeś, że zaczęłam mówić takie rzeczy, których bym nigdy niepowiedziała? - zapytałam trochę zrozpaczona. Shin przygryzł wargę widocznie nie chciał mi tego powiedzieć.
-Miało to się stać po wyjściu ze szpitala... - powiedział cicho – a zahipnotyzowałem ciebie abyś jeszcze bardziej zniechęciła tego chłopaka do siebie... - Shin zaczął przysuwać się bliżej do mnie, a serce waliło mi jak młot – Bo ciebie w dalszym ciągu kocham.. - szepną przykładając swoje miękkie wargi do moich...blisko...blisko...moich...ust..?

Rozdział II


Z Tsunade przeniosłem wzrok na ziemie. Sam nie wiem, co o tym myśleć. Bez słowa wyszedłem z gabinetu.Czując niepokój zmieniłem trucht, na szybki bieg.
Wpadłem jak torpeda do rejestracji.
-Gdzie leży Hyuuga Hinata? - wydusiłemz siebie głos.
Recepcjonistka popatrzyła na mnie zezdziwieniem, wkładając na nos okulary. Już chciałem powtórzyćswoje pytanie, gdy uzyskałem odpowiedź.
-Sala 303 piętro drugie, po lewej –powiedziała poważnie.
-Sala 303, piętro drugie w lewo –wysapałem – Dziękuje! - krzyknąłem w pośpiechu.
Wspiąłem się po schodach wchodzącco dwa schodki. Przez chwile miałem dość śmieszne myśli związanez tym, iż taki bieg dobrze robi na mięśnie.
-303 – powtarzałem, skręcając wlewą stronę korytarza.
Drzwi do pomieszczenia, gdzie leżałaHinata, było lekko otwarte. Otrzepałem cały dres, rozpinającgrubą bluzę. Zapukałem, lecz nie dostałem odpowiedzi w stylu ''Proszę''. Wszedłem do sali. Hinata siedziała na łóżkuwpatrując się przez okno.
-C-Cześć Hinata – musiałem jakośzacząć rozmowę – Jak się czujesz?
Hinata dopiero teraz zwróciłagłowę. Oniemiałem na ten widok. Dlaczego próbowała zrobićcoś tak haniebnego?
Przecież jest bardzo silna, miła iładna?
-Dobrze – pisnęła cichoprzeszywając mnie nieprzytomnym wzrokiem.
Z trudem przełknąłem ślinę.Przysunął sobie krzesło siadając tuż przy jej łóżku.
Była strasznie blada widocznieodtruwali ją, te dwa dni, po tej substancji w jej organizmie.
Zrobiło mi się gorąco. Temperatura wszpitalu była zbyt wysoka, nie do wytrzymania. Ściągnąłem zsiebie tkaninę wieszając na poręczy łoża Hyuugi.
-Hinata chciałbym wiedzieć, corobiłaś na tej skarpie? - przewróciłem swe błękitnetęczówki, wpatrując się uważnie na Hinatę. Już po tychczterech latach, Hinata się zmieniła, nie wiem czy na lepsze, alewiem, że zamknęła się w sobie. Stała się bardziej oziębiła,jakby to nie była ta Hinata.
-To boli... te czekanie... nie chcęjuż tego – szepnęła przerywając moje zagmatwane myśli – Teuczucie boli... ono nie powinno nigdy zaistnieć.
Wyprostowałam się i już otwierałemusta, aby zapytać się co miała na myśli, Hinata wtrąciła,kontynuując.
-Naruto-kun... odejdź proszę... Chcępobyć sama – szepnęła.
Bez słowa powoli wstałem z krzesłaukradkiem patrząc na Hinatę, która była w białej koszulinocnej. Zbyt lubiłem Hinatę aby zaprzeczyć. Złapałem za wiszącąswobodnie bluzę, która w chwili pociągnięcia pofrunęła zamną.
-Naruto-kun zbyt mocne jest te uczucie,to boli – szepnęła w ten teges, gdy już opuściłem salę.
Niestety kujący ból w sercuwzmógł się, gdy wyszedłem z sali. Moje ciało odrętwiało,oparłem się o ścianę po czym zsunąłem na ziemie.
-Hinata, co ci chodzi po głowie? -powiedziałem do siebie ściszonym głosem.
Korytarzem przechadzała się starszakobieta i widząc mnie w tym stanie, podeszła kładąc swąwysuszoną rękę na mym ramieniu.
-Wszystko się ułoży – rzekła iodeszła powolnym krokiem znikając za zakrętem prowadzącym naschody.
Nie wiem ile siedziałem na zimnejpodłodze, ale dopiero czując odrętwienie wstałem. Odwróciłemsię, aby przypatrzyć się zamkniętym drzwiom do sali, gdzieznajdowała się Hinata. Postanowiłem, że zawitam u niej następnegodnia.

Wróciłem do domu dość opóźnej porze. Nie miałem ochoty na nic, ani jeść ani pójśći wziąć przynajmniej prysznic. Padłem na niepościelone łóżko,nawet nie zauważyłem, że jestem już w krainie snów.

Rano, gdy wstałem czułem jak mojemięśnie bolą. Przeszywały wszystko, aż po korzonki moich włosów.Z otępieniem w mózgu, wstałem. Pierwsze co zrobiłem topowędrowałem do lodówki. Było tylko mleko i masło.Złapałem za karton z mlekiem wypijając łyk.
-Zjem coś na mieście –postanowiłem.
Ubrałem się, w tym biorąc prysznic.Do kieszeni spodni wsadziłem portmonetkę i już miałem wychodzić,kiedy usłyszałem energiczne pukanie do drzwi mojego mieszkania. Zniechęcią podszedłem otwierając. Do środka wpadła zadyszanaSakura, w całym rynsztunku.
-Naruto, Hinata zniknęła! - krzyknęłami prosto w twarz.
Stanąłem jak wryty, dopiero po chwaliodzyskałem świadomość. Sakura jako pierwsza zbiegła na zewnątrz czekając na mnie, żebym mógł także szybko się wybrać.Zamknąwszy mieszkanie dosłownie zleciałem ze schodów. Razemz Sakurą pobiegliśmy do siedziby Hokage.
W gabinecie był tylko Hiashi (ojciecHinaty), Sai z Neji'm, Shizune (pomocnica Tsunade) i sama PiątaHokage.
-Na prośbę Hiashiego wysyłam 4osobową grupę w poszukiwaniu Hyuugi Hinaty. Sakura, Sai i Neji jużwiedzą to co potrzeba. Jest tyko coś jeszcze co chcemy wiedzieć –zaczęła poważnie Tsunade – Byłeś jako ostatni u Hinaty,Naruto. Powiedz jak się wtedy zachowywała? - zwróciła siędo mnie. Zacząłem opowiadać to, że Hinata chciała być sama,więc zostawiłem ją w spokoju.
-Czy ktoś, oprócz ciebie,poszedł do Hinaty? - zapytała się Tsunade
-Nie, byłem sam – odpowiedziałem,poczułem się trochę jak na przesłuchaniu.
-Rozumiem... więc idźcie szybko... Boto jest prawdopodobieństwo porwania Hyuugi, bądź zdrady z jejstrony.
Cała nasza czwórka wyszła zpomieszczenia.
Neji był naszym, tak jakby, szefemdrużyny bez fiuta, jak to ukradkiem nazwał Sai. Żałuję, że munie przyłożyłem. Dzięki swojemu Byakuganowi, Neji odnalazłślady. Zaczynałem się denerwować. Widziałem przecież w jakisposób zachowywała się Hinata, na domiar tego byłastrasznie blada.
-Za murem, kilka kilometrówdalej, ktoś się przedziera z dużą prędkością – powiedziałnagle Neji – są to 3 osoby, dwóch mężczyzn i kobieta.
-To Hinata! - krzyknąłem nagle niemogłem opanować już swojego zdenerwowania. Nie czekając nanikogo, ruszyłem jako pierwszy do miejsca, gdzie wskazał Neji. Namiejscu już nikogo nie było.
-''To tak jakby Hinata się nieopierała'' – powiedziałem do siebie.
Stanąłem jak wryty skupiając się.
-''Ona jest zahipnotyzowana''

Rozdział I


Kilka dni, a dokładnie dwa dnipóźniej, udałem się do Tsunade, po informacje co ze stanemzdrowotnym Hinaty.
Po tym, jak Hinata próbowałapopełnić prawdopodobnie samobójstwo, od razu zaniosłem jąnieprzytomną do Szpitala Konohy. Tam szybko zajęli sięnieprzytomną Kunohi, a moją drogą przyjaciółką.
Po tym kazano mi przyjść pojutrze.
Właśnie teraz kierowałem się dosiedziby Hokage. Miałem mieszane uczucia łączące się ze strachemoraz przygnębieniem, a pewnością i swobodą. Mijając ostatnizakręt, zacząłem wspinać się po wysokich schodach znikając wdługim korytarzowym zakrętem. Stanąłem przez drzwiami do gabinetuBabci Tsunade.
Niekontrolowanym ruchem poprawiłem sobie bluzę dopinając zamek od bluzy dresowej.
Tak, uważam nawet sam, że się zmieniłem. Zmieniło się moje częściowe podejście do życia, jaki wyrażania swych uczuć.
Chwyciłem za klamkę, przełykającślinę pchnąłem wchodząc do środka. To był mój błąd.Powinienem był najpierw zapukać, ponieważ w moją stronępofrunęła książka, którą na szczęście zdążyłemominąć.
-Przepraszam – szepnąłem, ale krzykTsunade był głośniejszy i straszniejszy.
-PUKAĆ NIE NAUCZONO! - Piąta Hokagezerknęła dopiero na mnie – a to ty Naruto. – westchnęłasiadając spokojnie na fotelu.
Zapadła pomiędzy nami cisza. Zacząłemrozglądać się po pomieszczeniu. Nic się nie zmieniło po tychlatach w wystroju pomieszczenia.
-To już 4 lata minęły od Czwartejwojny Shinobi... - odezwała się, widocznie do mnie, Babcia Tsunade.
Bez słowa przytaknąłem.
Czwarte Wojna Shinobi była najgorsząna świecie. Zginęło wiele osób... wspaniałych shinobi...
-Opuściłeś wioskę tak nagle, terazjuż masz... 20 lat.... jak mniemam – zaczęło się na wspomnieniastaruszki.
-21 lat już będzie na karku –mruknąłem.
Tsunade zaczęła opowiadać co przezten czas działo się w wiosce. Nie słuchałem uważnie,przechodziło mi jednym uchem, a drugim uchem uciekało. Mójcel był inny. Dowiedzieć się, co z Hinatą.
-Babciu Tsunade nie przyszedłem poto.. - przerwałem już zniecierpliwiony.
Tsunade podniosła wzrok, wpatrując się na mą osobę z otępieniem.
-Chcę dowiedzieć się co z HyuugąHinatą? - kontynuowałem poważnie.
-Właśnie o tym, nie chciałam z tobąrozmawiać – zaczęła również poważnie rozmowę ze mną.
Zniecierpliwiony czekałem na werdykt specjalisty.
-Wykryłam że w organizmie Hinatyznajdowały się jakieś silne substancje psychotropowe. - odwróciłasię nagle do mnie tyłem - Po tym jak wyszedłeś zaczęła cośmajaczyć w stylu '' Nie wszystko mija z Czasem...?'' Prawdopodobnie,ktoś jej to podał. Zrobimy z tym dochodzenie, więc się nie martw.- w tym momencie przerwała, zgrzytając zębami – Powinieneś znią porozmawiać na spokojnie może tobie coś powie.
Z Tsunade przeniosłem wzrok na ziemie.Sam nie wiem, co o tym myśleć. Bez słowa wyszedłem z gabinetu.Czując niepokój zmieniłem trucht, na szybki bieg.
Wpadłem jak torpeda do rejestracji.
-Gdzie leży Hyuuga Hinata? - wydusiłem z siebie głos.  

Prolog


''Nie wszystko mija z czasem'' Zawsze to samo słyszałam. Mojego elementu westchnień już nie ma. 
Czy powróci? Stoję teraz przy skarpie, a pod moimi nogami znajduje się nicość. 
Me granatowe włosy, wiatr pieści rozrzucając gdzie popadnie. Już nie myślę. 
Co ze mną będzie? 
Naruto-kun .... Nie wiesz jakim uczuciem cię darzę... ''Kocham Cię'' te słowa tak ranią. 
Już nie chcę tego cierpienia. Tylko jeden krok dzieli mnie od śmierci, zapomnienia. 
Tylko jeden krok... Podnoszę nogę...Spadam... Czując oplatające się ciepło wokół mnie. 
To pewnie śmierć darzy mnie spokojem. To już koniec. Żegnajcie.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Wracając z teningu. Ten widok. Piękna dziewczyna. Jej rozwiane granatowe włosy. 
Czyżby to była Hinata? 
Wpatrując się jakiś czas, w jej zamyśloną twarz, dopiero wtedy 
dostrzegłem co mogła, a co chciała zrobić. Tylko jedno przyszło do głowy. 
Samobójstwo. 
Pozostawiając bez opieki mój bagaż skoczyłem z pomocą. 
Oplotłem ręce wokół talii Hinaty, była spokojna nie wyrywała się. 
Straciła przytomność. 
Stając delikatnie na trawiastym podłożu, 
ułożyłem nieprzytomną białooką na ziemię. 
Nie śmiąc jej budzić powiedziałem tylko poirytowany. 
-Hinata... oszalałaś?